Użytkownik
Popularne
- Piłka nożna w Korei Północnej - raport specjalny
- Jak wyjechać do Korei Północnej?
- Łamanie praw człowieka w Korei Północnej
- Zdjęcia codziennego życia w Pjongjangu
- Język północnokoreański
- Pożyteczni idioci Kim Jong Ila w Polsce
- Ideał kobiety według Kim Jong Ila
- Ciekawe zdjęcia zwykłego kalendarza w Korei Północnej
- Idea Dżucze: Oficjalna ideologia Korei Północnej
- Czy piłkarze Korei Północnej zniknęli?- wypowiedź Nicolasa Levi dla portalu sport.pl
- Stany Zjednoczone "pogratulowały" Korei Płn. z okazji dnia niepodległości
- Co łączy Waldemara Pawlaka i Kim Ir Sena ?
- 21 tradycyjnych potraw północnokoreańskich
- Korea Płd.: Fala z północy zabiła na rzece co najmniej trzy osoby
| Półwysep Koreański: Szaleństwo kontrolowane |
|
|
|
| Wpisany przez Andrzej |
| czwartek, 10 czerwca 2010 17:24 |
|
Zapraszamy do zapowiadanego wcześniej artykułu na temat ostatnich wydarzeń w stosunkach międzykoreańskich. Półwysep Koreański: Szaleństwo kontrolowane Taktyka reżimu Kim Jong Ila nie zmienia się od lat: doprowadzić konflikt między państwami koreańskimi na skraj wojny i się wycofać. Dziś nikt nie ma już wątpliwości: 26 marca południowokoreańska korweta Cheonan poszła na dno trafiona torpedą komunistów z Północy. Ten akt agresji właściwie nie różniłby się od setek innych prowokacji reżimu z Pjongjangu, gdyby nie fakt, że tym razem śmierć poniosło aż 46 marynarzy Południa, a Seul wyraźnie stracił cierpliwość. Czyżby otwierał się nowy front nigdy formalnie niezakończonej wojny koreańskiej? Poważnie nie można traktować także analiz, w których lider Północy przedstawiany jest jako obłąkany szaleniec, skłonny do rzucenia wszystkiego na jedną szalę. Wiele można zarzucić Kim Jong Ilowi, ale nie to, że jest bezmyślnym furiatem. Choć według relacji uciekinierów północnokoreańskich, którzy kiedyś dla niego pracowali, po alkoholu traci nad sobą kontrolę, jednak w stosunkach z Koreą Południową, USA i innymi państwami od lat uprawia politykę skalkulowanego szaleństwa, obliczonego na uzyskanie jak największych korzyści bez poniesienia zbyt wielu strat. Od śmierci Kim Ir Sena w 1994 roku to on dyktuje warunki światu i skutecznie uzyskuje to, o co zabiega. Po spotkaniu liderów obu Korei w 2007 roku po raz kolejny rozbudzone zostały nadzieje, ale ostudziły je nowe próby rakiet balistycznych i podziemna próba jądrowa Korei Północnej. Jednak za każdym razem reżim coś ugrywał dla siebie. A to zastrzyk inwestycji zagranicznych (głównie południowokoreańskich), a to pomoc gospodarczą, a to gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA, usunięcie z listy państw sponsorujących terroryzm czy pomoc w postaci dostaw energetycznych. Najwyraźniej na koreańskiej sinusoidzie nadszedł właśnie czas na kolejny kryzys, kolejne roszczenia i zapewne kolejny haracz. To właśnie próbuje powiedzieć reżim Ukochanego Przywódcy pobratymcom z Południa. W zamian za polityczny okup przywódca Północy zaoferuje prawdopodobnie kilka miesięcy względnego spokoju i parę obietnic bez pokrycia. Kim Jong Il wykorzystuje także wizytę amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton, która odbyła właśnie podróż do Pekinu, Tokio i Seulu. Chce wywrzeć nacisk na Amerykanów, by ci wrócili do rozmów normalizujących stosunki na linii Pjongjang – Waszyngton. Wreszcie KRL-D przygotowuje się do obchodów przypadającej w 2012 roku setnej rocznicy urodzin zmarłego w 1994 roku „wiecznego prezydenta” Kim Ir Sena. Ma to być okazja do podsumowania dokonań autarkicznej gospodarki Północy. Tyle że bez wyciągnięcia pomocy od Południa pokaz wypadnie blado, a to z kolei mogłoby niekorzystnie wpłynąć na wizerunek przywódcy kraju w oczach narodu. Na razie nowa koreańska rozgrywka dopiero się rozpoczęła. Południe też ma kilka atutów. Władze w Seulu zamroziły kontakty handlowe z Północą. KRL-D odczuje to mocno, gdyż w 2009 roku wymiana handlowa z Koreą Południową generowała aż 13 proc. PKB. Być może nowe sankcje wprowadzą też Tokio, Waszyngton i ONZ. Jak zareaguje, jeśli tak się stanie? Czego można się spodziewać w najbliższym czasie? Być może powtórki prób rakietowych z 2009 roku, kolejnej podziemnej eksplozji jądrowej albo nawet odwołania się do terroru wobec Południa. Wszystko po to, by Pjongjang za parę miesięcy mógł zademonstrować jakieś pojednawcze gesty i wolę kontynuowania rozmów. Oczywiście w zamian za pomoc gospodarczą i parę ustępstw ze strony społeczności międzynarodowej. Skoro tak dokładnie potrafimy przewidzieć scenariusz rozwoju wypadków na Półwyspie Koreańskim, może w ogóle nie warto się sprawą przejmować? Problem w tym, że KRL-D jest skrajnie zmilitaryzowanym państwem atomowym, a mechanizmów władzy w hermetycznym reżimie w istocie możemy się tylko domyślać. Niepokoić mogą bojowe zapowiedzi prezydenta Korei Południowej Lee Myung-baka, który ostrzegł KRL-D, że „każda następna prowokacja spotka się z odwetem Korei Południowej”. Innymi słowy wojna nerwów może się od czasu do czasu kończyć wymianą ognia. O tym, że sytuacji nie można bagatelizować, świadczy także wznowienie przez Chiny i USA zawieszonych na początku roku kontaktów wojskowych. Bo tak naprawdę tylko Pekin ma jeszcze możliwość wpływania na koreańskich komunistów. Świat coraz mniej poważnie traktuje powtarzające się od lat groźby Kim Jong Ila. Co jednak mogłoby się stać, gdyby reżim z Pjongjang zechciał kiedyś udowodnić, że jednak nie żartuje? Właśnie ta niepokojąca niepewność i brak pomysłu, co zrobić z Koreą Północną po upadku Kima, powoduje, że reżim jeszcze długo będzie mógł grozić wszystkim wkoło i stawiać coraz bardziej wygórowane żądania.
Andrzej Bober Tekst pierwotnie ukazał się na łamach tygodnika Newsweek, nr 23/2010 z 6 czerwca 2010 r., s. 74-75. Artykuł w wersji gotowej do druku dostępny pod adresem: http://www.newsweek.pl/artykuly/polwysep-koreanski--szalenstwo-kontrolowane,59942,1/print
|
| Zmieniony: sobota, 12 czerwca 2010 10:16 |



